Jesienny weekend w lesie

Sobotniego popołudnia wpadł mi do głowy pomysł żeby noc spędzić w lesie i wrócić do domu w niedzielę. Od dłuższego czasu nie miałem do dyspozycji całego weekendu, więc grzechem było by obijanie się w domu. Zapakowałem do plecaka najpotrzebniejsze graty, takie jak:

  • Menażka WP,
  • Nóż,
  • Namiot i śpiwór,
  • 1,5l wody,
  • Słoik zupy pomidorowej,

Do lasu dotarłem o godzinie 16:00. Od razu ruszyłem w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na nocleg, ponieważ o tej porze roku ściemnia się już przed 18:00.

Namiot rozbiłem w ustronnym miejscu, do którego nie zaglądają grzybiarze. Kręci się ich w lesie podczas weekendów bardzo dużo. Ogólnie nie lubię na swoich wypadach spotykać ludzi. Kilka razy miałem sytuację w której musiałem się tłumaczyć, że spanie w lesie to swego rodzaju hobby. Jednych to ciekawiło i imponowało a inni patrzyli jak na dziwaka. Spotkania z ludźmi psują także atmosferę odizolowania, odcięcia od cywilizacji.

Początkowo myślałem nad zabraniem plandeki zamiast namiotu, ale prognozy przewidywały w nocy około 9 stopni. W namiocie spędziłem całkiem przyjemnie noc pomimo spania w śpiworze z komfortem do 10 stopni.

W nocy zrobiłem mały rekonesans po okolicy.

Rano zastałem ładniejszą pogodę niż poprzedniego dnia. Na niebie praktycznie żadnych chmur. Spakowałem namiot do plecaka i zabrałem się za śniadanko. Do menażki trafiła domowa zupa pomidorowa. Podgrzana na ognisku smakuje jeszcze lepiej.

Po uprzątnięciu ogniska poszedłem na poszukiwanie opieniek. Wystarczyło nie całe dwie godziny abym nazbierał sporą ilość grzybów.

Koło południa zebrałem się w drogę powrotną do domu. Po drodze zrobiłem jeszcze kilka fotek:

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*