Mała kuchenka gazowa (DIY)

W większości moich wycieczek typowy zestaw gazowy jest nieprzydatny: zbyt wielka butla (nawet 1-litrowa jest za duża; są co prawda małe puszki metalowe, ale brak jest możliwości łatwej kontroli ilości pozostałego jeszcze gazu), oraz zbyt wielki palnik. Do moich celów idealny byłby zapas gazu w przezroczystym pojemniku plastikowym, wystarczający na zagotowanie 2 półlitrowych porcji wody, z miniaturowym palniczkiem.

I okazało się to łatwe do zrealizowania. Jako pojemnika używam półprzezroczystego plastikowego ładunku-patronu A z gazem do ładowania zapalniczek, o pojemności 90 ml (zmieścić on może 100 ml skroplonego gazu). Ładunki takie można kupić w kiosku lub na targowisku, za 3-4 zł. Do regulowania wypływu gazu sporządziłem proste urządzenie w postaci sprężynującej obejmy blaszanej B z blachy mosiężnej 0,5 mm, zaczepianej zagięciami za wystające obrzeże plastikowego pojemnika. W obejmie, nad króćcem wylotowym patronu, jest otwór do którego przylutowana jest nakrętka z gwintem, w którą wkręcać można gwintowaną tulejkę C.

Tuleję z nakrętką można kupić za kilkadziesiąt groszy w sklepie z elementami radiowymi – jest to gniazdko do wtyczki „bananowej”; dla wygody manipulowania przylutowałem do niej wystający w bok element. Wkręcanie tulei w nakrętkę przymocowaną do metalowej obejmy, powoduje wciskanie króćca wylotowego patronu, stopniowe uchylanie zaworu wylotowego – i wypływ gazu. Na stożkową końcówkę wylotową patronu nakładam 2-3 okrągłe aluminiowe podkładki D pod nakrętki (sklep metalowy, średnica otworu 2,5 mm), aby ostra krawędź tulei nie kaleczyła plastiku. Do wnętrza kanału wylotowego patronu wciśnięty jest ściśle bardzo cienki wężyk plastikowy E (może być też nieco szerszy wężyk nasunięty ściśle na końcówkę wylotową). Jako rurki łączące można próbować dopasować różne plastikowe elementy np. rurki wkładów do długopisów, rurki do picia napojów z pojemników kartonowych, gumki do wentyli rowerowych itp. Wężyk łączący zasobnik gazu z palnikiem powinien być dość długi – z powodów bezpieczeństwa.

Ze zdobyciem miniaturowego palnika miałem sporo trudności. Najlepiej byłoby użyć elementu z nietypowej, starej kuchenki turystycznej (oczywiście – sam grzybek palnika, bez zaworu redukującego i kurka regulacyjnego), lub wręcz zrobić go samemu. Ostatecznie jednak wykorzystałem gotowy grzybek do kuchenki turystycznej (ten mniejszy, w cenie 10 zł). Całość zmontowana na podłużnym kawałku grubszej blachy mosiężnej, do niej przylutowana rurka miedziana (np. z agregatu chłodzącego starej lodówki) doprowadzająca gaz, na końcu zagięta w górę, nagwintowana wewnątrz, z wkręconą dyszą do propanu. Do blachy przylutowany jest krótki odcinek miedzianej rurki. Jest to „kominek” z wywierconymi w ściankach otworami do zasysania powietrza. Rurka kominka jest przecięta wzdłuż; umożliwia to sprężynowe jej rozszerzenie i wciśnięcie od góry grzybka palnika w kominek. Do transportu lub do oczyszczenia dyszy można palnik w ten sposób łatwo zdjąć. Tu przedstawiam zdjęcie nieco innego rozwiązania palnika: podstawa F wytoczona jest z duraluminium.

Na palnik, pod blaszany kubek warto podłożyć element dystansowy z paska zgiętej blachy. Podczas używania palnika niezbędne jest użycie osłony z tkaniny szklanej lub większego kawałka kuchennej folii aluminiowej. Regulacja wielkości płomienia odbywa się przez głębsze lub płytsze wkręcanie gwintowanej tulei. Zasobnik wystarcza na zagotowanie 2,5 litra wody: przy proponowanej procedurze wsypywania herbaty do zimnej wody i dwukrotnym użyciu w ciągu dnia wystarcza on więc na 2-2,5 dni dla jednej osoby. Zestaw ma wszelkie cechy samoróbki – i nie spełnia wymogów bezpieczeństwa, więc stanowczo odradzam używanie go np. wewnątrz namiotu! Ewentualny niewielki nawet przeciek gazu powoduje powstanie chmury, która wewnątrz namiotu nie jest zwiewana przez wiatr; i w każdej chwili grozi niewielkim wybuchem. Nawet niewielki wybuch powoduje błyskawiczne zapalenie się cienkiej powłoki namiotu, z którego nie da się natychmiast wybiec. W ciągu kilkunastu sekund płonące krople stopionego plastiku kapią na twarz… Jest to opis typowych częstych wypadków na biwaku. Tak więc: pod żadnym pozorem nie palmy ognia wewnątrz namiotu!

Półprzezroczysty pojemnik daje możliwość stałej kontroli ilości pozostałego paliwa. Daje się go bez trudu napełniać z odwróconej większej butli z propanem/butanem. Należy użyć łącznika plastikowego dołączanego do pojemniczka, ale przelewanie gazu trzeba koniecznie wykonywać na wolnym powietrzu! Pojemnik oziębia się silnie w trakcie pracy, i przy temperaturze otoczenia poniżej zera źle pracuje. Należy wtedy włożyć go do naczynia z letnią wodą lub napełniać go bardziej lotną mieszaniną. Ja robię to następująco: pojemnik umieszczam w łaźni z wodą z lodem, a podłączam go do wylotu większej butli z propanem, ustawionej jednak wylotem w do góry; w ten sposób z dużej butli odparowuje głównie lotniejszy gazowy propan, który przechodzi jako gaz i skrapla się w chłodzonym pojemniku – zamiast przelewania skroplonej mieszaniny propan/butan. Handlowy propan-butan zawiera sporo stałych zanieczyszczeń, warto podczas napełniania mini-patronów stosować filtr z korka zbitej waty.

Można także wykorzystać pojemnik na gaz 300 ml COLEMAN (na bazarze 8-10 zł), który również można ładować wielokrotnie; wystarcza na 10 dni do 2 tygodni dla jednej osoby. Kontrola ilości pozostałego gazu jest tu kłopotliwa, bo pojemnik jest blaszany. Przybliżony pomiar ilości propanu można wykonać zanurzając pojemnik pionowo w naczyniu z wodą, i porównując z zaznaczoną przedtem flamastrem głębokością zanurzenia pojemnika pustego i pełnego.

2 Comments Posted

  1. Jeśli dobrze się wykona połączenia to nie powinno być problemów. Szczelność można sprawdzić zanurzając całość w wodzie (zawór trzeba odkręcić aby gaz przepływał przez przewody. Jeśli zauważymy pęcherzyki powietrza wypływające z innego miejsca niż dysza to znaczy, że mamy nieszczelność.

Comments are closed.